Ocieplanie wizerunku Prezesa kontra polska gospodarka

Do trwającej dyskusji na temat przyszłości ważnej i dochodowej dziedziny polskiej gospodarki, jaką jest hodowla zwierząt futerkowych, włączyli się także drobiarze, co po raz kolejny uwydatnia złożoność problemu i skalę ewentualnych szkód związanych z zamknięciem ferm, a więc strat wykraczających daleko poza branżę futrzarską.

Według Krajowej Rady Drobiarstwa (KRD) wprowadzenie w Polsce przepisów zakazujących hodowli zwierząt futerkowych uderzy również w zakłady hodujące drób, a co za tym idzie w całe polskie rolnictwo, odbijając się negatywnie na gospodarce.

Projekt ustawy zgłoszony przez posłów PiS przewiduje zakazanie chowu i hodowli zwierząt w celu pozyskiwania z nich futer. Tymczasem KRD alarmuje, że ustawa zniszczy nie tylko jeden z najbardziej zyskownych sektorów polskiego rolnictwa, jakim jest produkcja futer – Polska jest europejskim liderem w tej dziedzinie i wyprzedza nas tylko Dania – lecz spowoduje także ogromne straty dla zakładów drobiarskich, które co roku produkują 700 tys. ton paszy wykorzystywanej przez fermy zwierząt futerkowych. Jeśli ustawa wejdzie w życie, odpady te będzie należało utylizować w droższym i niekorzystnym dla środowiska procesie spalania lub współspalania. Z ewentualnego wprowadzenia ustawy cieszy się natomiast branża utylizacyjna, zdominowana przez kapitał zachodni, głównie niemiecki.

Ze strony obozu władzy przywykliśmy raczej do obrony polskich interesów gospodarczych, a nie sprzyjania obcemu kapitałowi. Trudno więc oprzeć się wrażeniu, że rząd PiS działa w tym względzie jedynie z pobudek wizerunkowych i „pod publiczkę”, co jest szczególnie zastanawiające z uwagi na to, że akcje wymierzone w polskich hodowców nie spotkały się z masowym poparciem społecznym, były wręcz rachityczne i przeprowadzane przez niewielkie grupki, w dodatku składające się przeważnie z lewicowych ekstremistów działających na polecenie transnarodowych organizacji.

Wyobraźmy sobie, że stało się jednak inaczej: zamiast garstki ekoterrorystów mamy do czynienia z tysiącami osób, których serca poruszył szantaż emocjonalny stosowany w propagandzie dobrze opłacanych ekologów. Czy byłby to wystarczający powód do demontażu jakiejś gałęzi polskiej gospodarki? Nie, bo decyzje wpływające na życie społeczne i gospodarcze muszą być przede wszystkim zgodne z polskim interesem narodowym i rachunkiem ekonomicznym, nie zaś poddawać się zmiennym nastrojom i emocjom ulicy, lub wracając już trochę do naszych realiów, histeriom wywołanym w mediach społecznościowych przez garstkę ekologicznych radykałów.

Jeśli rząd w dalszym ciągu będzie ustępował na rzecz niewielkich, ale hałaśliwych grupek wpływu, bo prezes Kaczyński pragnie ocieplić swój wizerunek, to jaki element życia społecznego i politycznego należałoby zlikwidować w następnej kolejności? Czy jeśli podobny hałas zrobią pacyfiści, to Polska pozbędzie się wojska? A jeśli zaprotestują wegetarianie i „wegeterroryści”, to Jarosław Kaczyński wraz z grupą posłów PiS złoży projekt ustawy zakazującej jedzenia mięsa i zamykający wszystkie związane z tym branże? A warto pamiętać, że zwierzęta hodowane na futra to w skali rocznej to na całym świecie 0.046% sumy wszystkich zwierząt, która zabijana jest co roku w celach spożywczych. Więcej umiera autostradach, ale aż strach o tym pisać, bo idąc logiką autorów ustawy, likwidacja infrastruktury drogowej też ma sens.